Blog > Komentarze do wpisu

Zastrzyk witamin

Co jest najlepszym lekarstwem na przesilenie wiosenne? Producenci żywności przekonują, że są to witaminy, multiwitaminy, a nawet kultiwitaminy. Jogurt z witaminą D, płatki z witaminą B, smarowidło do chleba z witaminą A, cukierki z witaminą C. Czy sztuczne witaminy zadziałają tak samo jak naturalne? Czy rodzice wierzą, że cukierki z witaminą C to samo zdrowie (o tym szerzej jutro)? I czy ta żywność multiwitaminowa przyniesie multizdrowie nam, czy multiforsę producentom?

Zanim to sprawdzimy, zobaczmy co znajdziemy w sklepach:

 

słodycze z witaminą C

 

soki multiwitaminowe

 

przetwory mleczne z witaminą D

 

produkty zbożowe z witaminami z grupy B

Witamin nie jesteśmy w stanie wytworzyć sami. Musimy je sobie dostarczyć z pożywieniem. Za to sztuczne witaminy można łatwo wytworzyć w laboratorium, przetworzyć je na tabletki i dodać do powiedzmy sobie takich cukierków. No dobra, porównajmy rolę witamin w diecie do pracy silnika w samochodzie. Witaminy syntetyczne to sam silnik. Choćby był najsprawniejszy na świecie, sam nie pojedzie. Witaminy naturalne natomiast to silnik z karoserią i układami towarzyszącymi.

No właśnie, producenci przekonują nas, że takie multiwitaminki powinien łykać każdy: młodzi, starzy, studenci, sportowcy, kobiety w ciąży a nawet dzieci. I efekt jest później taki że nie mamy z kim zostawić dzieciaka w domu, zabieramy go na zakupy, młody wyje przy półce ze słodyczami, a matka dla świętego spokoju sięga po cukierki z witaminą C. 

A co w takich cukierkach znajdziemy. w jednej sztuce jest 3,5 g cukru, tyle co w saszetce, którą dostajemy w kawiarni zamawiając herbatę lub kawę. 100 g takich cukierków, czyli 20 sztuk, zawiera 70 g cukru. Taką samą dawkę zawiera kilogram truskawek i pół kilograma pomidorów łącznie! Ale z owocami i warzywami zjemy witaminę C, witaminę PP, witaminę D, różne cenne minerały i błonnik. W jednym cukierku jest 5,7 mg witaminy C. To tyle co w jednym plasterku kiwi (9,5 g), tyle tylko, że kiwi nam coś da, a taki cukierek nic.

A inne słodycze dedykowane dzieciom? Pewna firma reklamuje swoje cukierki owocowe hasłem: łakocie i witaminy. W lizakach witaminizowanych tej firmy jest tylko 1,1% soku i to zagęszczonego. Do tego barwniki, aromat i regulator kwasowości. W cukierkach jest mnóstwo barwników, w tym E 120 - koszenila, która może uczulać. W żelkach dla dzieci znajdziemy dwie substancje glazurujące: wosk carnauba i wosk pszczeli, na który wiele dzieci ma alergię.

Soki multiwitamina. Często nie jest to sok, tylko nektar, który można sobie samemu zrobić w domu. Na litr takiego nektaru wystarczy 300 ml soku owocowego (np. pomarańczowego), 50 ml soku z marchwi, do tego woda i 1 tabletka multiwitaminowa musująca. Witaminy C tam jest tyle co w garści czarnej porzeczki, a witaminy A tyle, co w połowie średniej marchewki. W jednym z takich nektarów znaleziono też podejrzane składniki. Na pierwszym miejscu syrop glukozowo-fruktozowy, do tego woda, a soków owocowych śladowa ilość - 0,1%. W szklance takiego napoju jest 15 mg witaminy C, czyli tyle, co w plasterku pomarańczy.

To może herbatka z witaminą C? Jest tam herbata, owoce dzikiej róży, ale też aromat i maltodekstryna. W szklance takiej herbaty jest 12 mg witaminy C, tyle, ile w cząstce grejpfruta. A kakao? Żeby zachęcić dzieci producent dodał tam pianki, po amerykańsku. A skład? Cukier, glukoza, syrop glukozowy, sorbitol, aromaty i lecytyna, która dobrze wpływa na mózg. Inny napój? Proszę bardzo! Nie dość, że zawiera syrop glukozowo-fruktozowy, to jeszcze toksyczny dla białych krwinek E 150c - karmel amoniakalny, no i konserwanty - sorbinian potasu i benzoesan sodu, które mogą uczulać i nasilać ataki astmy.

Witaminami i wapniem wzbogacane są też przetwory mleczne. Serek truskawkowy dla dzieci wzbogacany wapniem i witaminą D. Truskawek jest tam tylko 6,15%, za to morze cukru i aromat. Witaminy D jest tam 1,13 μg. Taką samą dawkę zawiera 12 g makreli, 1 ugotowane jajko czy 2 plasterki żółtego sera.

A płatki śniadaniowe z witaminami? W płatkach truskawkowych truskawki występują w postaci proszku. Za to jest cukier pod czterema różnymi postaciami: cukier, syrop glukozowy, maltodekstryna i glukoza, do tego olej palmowy, skrobia emulgator i stabilizator - fosforan sodu. Nie lepiej wypadają płatki czekoladowe. Wartościowego kakao jest tam tylko 7,1%, za to jest olej palmowy, cukier pod dwiema postaciami: syrop glukozowy i ekstrakt słodowy. Jest tam tylko 0,9 μg witaminy D, tyle, co w 6,9 g świeżego łososia czy w jednym ugotowanym jajku.

Czy płatki śniadaniowe można przedawkować? Co ten co siedzi za klawiaturą znowu plecie? Ostatnie badania wykazały, że jedząc regularnie płatki z witaminą A i witaminą PP narażamy się na hiperwitaminozę. Najłatwiej jest przedawkować witaminy A, D, E i K, czyli te rozpuszczalne w tłuszczu. Te rozpuszczalne w wodzie w większości w nadmiarze są wydalane z organizmu z moczem.

W aptekach i supermarketach kuszą nas tabletki musujące, tabletki twarde, kropelki, kapsułki z witaminami. Ale czasem znajdziemy w nich składniki, o których nam się nawet nie śniło. Na przykład w pewnej witaminie C znajdziemy aż cztery substancje słodzące: sorbitol, aspartam, acesulfam K i cukier, do tego żółcień pomarańczową.

A czy łatwo jest zarejestrować swój suplement diety? Powiedzmy, że chcemy zarejestrować krople multiwitaminowe (w rzeczywistości zwykły nektar multiwitamina, według przepisu kilka akapitów wyżej). Pierwsze ogniwo to nazwa. Nasze krople będą się nazywać MultiVitaMax Drops. Po drugie - postać. Musi ułatwiać dawkowanie. Powiedzmy, że będziemy to sprzedawać w buteleczkach z dzióbkiem (takich, jak są sprzedawane krople do oczu) o pojemności 30 ml. Jeszcze formalności. Należy zgłosić się do Głównego Inspektora Sanitarnego, podając mu nazwę i niezbędne informacje: słowo suplement diety, skład, nazwy substancji aktywnych, zalecaną dzienną dawkę, ostrzeżenie, żeby jej nie przekraczać, stwierdzenie, że suplement nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety i ostrzeżenie: "Przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci".

Żeby produkt został zarejestrowany jako lek, musi przejść szereg badań. Producent suplementu diety nie ma obowiązku potwierdzać jego skuteczności. Farmaceuci biją w dzwony na trwogę. Farmaceutyczny fast food to lukratywny biznes, ale wyjęty spod jakiejkolwiek kontroli. Niektórzy producenci są w dodatku na tyle cwani, że aby uniknąć skomplikowanej procedury, rejestrują leki jako suplementy diety. A to może nam zaszkodzić. Często też trudno jest takich cwaniaczków zweryfikować. Szczególnie przy produktach roślinnych. Nie wiadomo, czy np. krwawnik lekarski jest żywnością, czy substancją leczniczą. Moja rada: gdy mamy wątpliwości, poradźmy się pani/pana za kontuarem. Kto pyta, nie błądzi?

W kolejnym odcinku wszystko o żywności dla dzieci.

niedziela, 31 maja 2015, ethan45

Polecane wpisy