Blog > Komentarze do wpisu

Polska potęgą jest i basta!

Z czego słyniemy na cały świat? Z kiełbasy, szynki i wódki. Jednak czy tylko z tego? Liczby dotyczące eksportu mówią, że możemy też pochwalić się innymi towarami, bo są smaczne, tanie i nieskażone chemią. Nasze strusie nie chowają głowy w piasek, nasz olej rzepakowy to płynne złoto, a polskie ślimaki prześcigają te francuskie. Na krzakach polskiej aronii wisi pół apteki. Nasza kuchnia stoi schabowym, bigosem i zupami. Dzisiaj - dobre, bo polskie.

Zacznijmy jednak od tego, co polskiego możemy kupić w sklepach za granicą:

mięso

olej

owoce

słodycze

Zacznijmy od wędlin. Kiełbasę pod nazwą "Polish Sausage" znajdziemy w każdym sklepie w Stanach Zjednoczonych. Ale możemy też pochwalić się drobiem. Co roku pół miliona ton drobiu wartego 4 mld zł wyfruwa z Polski za granicę do Skandynawii, Niemiec, Francji i Hong Kongu. Głównie są to kurczaki brojlery i gęsi. Polskim producentom już nie opłaca się dawać swoim towarom etykietek po polsku, bo i tak to wszystko idzie do Niemiec.

Statystyczny Polak zjada w ciągu roku tylko 17 g gęsiny. Gęsina jest pogardzanym mięsem. No co, Amerykanie mają swoje Święto Dziękczynienia i indyka, a my powinniśmy kultywować tradycję jedzenia gęsiny na Św. Marcina, czyli 11 listopada.

A jakie wartości odżywcze ma gęś? Przede wszystkim jest wbrew pozorom bardzo chuda. Ma 10 razy mniej tłuszczu niż wieprzowina - tylko 3-6%. Ale za to jest to ten dobry tłuszcz, czyli NNKT. Do tego jest kopalnią białka, witamin i minerałów, w tym żelaza. Jest to ekologiczny drób, bo jest karmiony tylko owsem i zieleniną, a w niektórych krajach jest uważany za afrodyzjak.

Jednak nie tylko mięso polskich gęsi jest sławne na cały świat. Gęsie łapki są eksportowane do Tajlandii. Tamtejsi uważają, że jedzenie gęsich łapek podnosi potencję u mężczyzn. A gęsie pierze i puch są eksportowane do Niemiec, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Jest z nich wyrabiana najwyższej jakości pościel i odzież narciarska.

Strusie. Są eksportowane między innymi do Niemiec, Szwajcarii i Czech. Strusina jest tak pyszna jak cielęcina i tak krucha jak drób, z tym że jest też kopalnią NNKT. Jest chuda, zawiera dużo białka i pierwiastki śladowe, takie jak miedź, mangan, fosfor i żelazo. Jednak w Polsce surowej strusiny nie kupimy, raczej będą to wędliny.

Porównajmy 100-gramowe porcje strusiny i karkówki wieprzowej. Karkówka ma 22 g tłuszczu, 60 mg cholesterolu i 270 kcal, a strusina ma tylko 1,3 g tłuszczu, 50 mg cholesterolu i 118 kcal. W sklepach znajdziemy kabanosy ze strusia, kiełbasę krakowską suchą ze strusiny i wieprzowiny w proporcji 2:1 i kiełbasę myśliwską, w której na 100 g wyrobu przeznaczono 126 g mięsa (73 g strusia i 53 g wieprzowiny). To co? Strusie górą!

Wołowina. Trzy czwarte polskiej produkcji wołowiny jest eksportowane do Turcji, Holandii, Niemiec i Włoch. Polacy wołowiną pogardzają. A dlaczego? Bo uważają, że jest twarda, żylasta, niesmaczna. W Polsce na rzeź idą głównie krowy mleczne, stare sztuki, które nie dają już mleka.

Wołowina jest całkowicie bezpieczna. Dlaczego? Ponieważ każda sztuka po urodzeniu jest kolczykowana, obrączkowana i podlega nadzorowi weterynaryjnemu. Dodatkowym plusem wołowiny jest to, że jest tania.

A co właściwie zawiera wołowina? Przede wszystkim witaminy z grupy B: tiaminę, pirydoksynę, kobalaminę, której nie ma w żadnych roślinach. Do tego jest prawdziwą kopalnia dobrze przyswajalnego żelaza. Im ciemniejsze mięso, tym więcej żelaza. Wołowina zawiera go tyle samo, co szpinak, z tym że żelazo z wołowiny przyswaja się w 20%, a ze szpinaku - w 8%.

Ślimaki. Większość z nas się krzywi na ich widok. Oczywiście, nikt Was nie zmusza, żebyście zjadali Waszego przyjaciela z dzieciństwa (Ślimak, ślimak, wystaw rogi...), ale uwierzcie, jest naprawdę wyśmienity. A do tego jest kopalnią minerałów: magnezu, cynku, żelaza i fosforu. Ślimaki z Polski są eksportowane do Hiszpanii i Włoch, jednak w największym stopniu do Francji, gdzie uważane są za przysmak.

Płacimy od 30 do nawet 100 zł za śródziemnomorską oliwę z oliwek. Myślimy, że kupujemy zdrowy tłuszcz. No i tak rzeczywiście jest, bo oliwa z oliwek to jeden z najzdrowszych tłuszczów na świecie. Jednak zapominamy, że lepszy jest olej rzepakowy.

Więc dlaczego o nim zapominamy? Widocznie dlatego, że w PRL-u cieszył się złą sławą. Uważano, że nasiona rzepaku zawierają kwas erukowy. Dziś uprawia się odmiany, które zawierają jego śladową ilość. Olej rzepakowy ma idealne proporcje kwasów Omega-3 i Omega-6, z przewagą tych pierwszych. Nie ma w ogóle cholesterolu i nadaje się do smażenia, bo ma bardzo wysoki punkt dymienia - 242°C.

Owoce. My, Polacy, kochamy owoce tropikalne. Jednak zapominamy, że najzdrowszy owoc na świecie rośnie tu, w Polsce. A nazywa się aronia. Nie lubimy jej, bo jest kwaśna i cierpka. Jednak mogłaby zastąpić mnóstwo leków. Jest wykorzystywana w profilaktyce antynowotworowej, ponieważ zawiera polifenole - flawonoidy i antocyjany (dzięki tym ostatnim jest taka fioletowa). Bogate w polifenole ciemne winogrona zawierają ich 10 razy mniej! Aronia zawiera też rutynę, która poprawia odporność i wzmacnia naczynia krwionośne, a przy przeziębieniach i stanach grypopodobnych wspomaga działanie witaminy C. Jest jej tam nawet 100 razy więcej niż w innych owocach.

Poważne badania wykazują, że jedzenie aronii regularnie przez 6 tygodni codziennie (ewentualnie picie soku z owoców tej rośliny) obniża ciśnienie, zabezpiecza przed chorobami serca i zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na raka. Aronia zawiera paletę witamin: witaminę A, która odgrywa istotną rolę w procesie widzenia, witaminy z grupy B, niacynę, witaminę C i witaminę E, a do tego całą tablicę Mendelejewa: potas, wapń, żelazo, magnez, a także pierwiastki śladowe, takie jak bor i molibden. To może zamiast łykać góry tych chemicznych piguł, przestawmy się na sok i owoce aronii? Naprawdę, warto ją wprowadzić na stałe do naszego jadłospisu.

Polskie słodycze. Czekolada. Co roku czekolada warta 4 mld zł jest eksportowana do 60 krajów świata. Najwięcej sprzedajemy jej do państw członkowskich UE, ale naszą czekoladę bardzo lubią też Rosjanie, Turcy, Saudowie, Amerykanie i Żydzi. Najlepiej sprzedają się czekoladki nadziewane. Dużym powodzeniem cieszy się też czekolada w tabliczkach i batony czekoladowe.

Krówki. Któż z Was ich nie pamięta? Usta naszymi polskimi krówkami zaklejają sobie Austriacy, Litwini, Niemcy, Persowie, Pakistańczycy, Japończycy, a nawet Kanadyjczycy czy Amerykanie. A jak zrobić krówki w domu? Potrzebne nam będą: cukier, masło, mleko pełnotłuste, mleko skondensowane słodzone i odrobina miodu lub ekstraktu waniliowego. Wszystkie składniki zagotowujemy. Kiedy masa zrobi się brązowa i zgęstnieje, wylewamy do formy. Kiedy zastygnie, kroimy na równe kawałki i opakowujemy w biało-czerwone papierki.

W kolejnym odcinku coś dla studentów.

sobota, 11 lipca 2015, ethan45

Polecane wpisy